Menu

Palcem po wodzie...

.

Dama pik, mężatką.

heidiiblog

Żona!

Termin opisany również krótko w Wikipedia, wskazuje tylko na łączące relacje kobieta & mężczyzna (lub inne) to nie konkretyzuje co dokładnie kryje sie za "damą pik", nie piszą np. tego że, to: kuchara, pokojòwka, frania i deska do prasowania. Ani też tego że, jest się kochanką, nałożnica 7/7 dni w tygodniu - choć nie twierdzę że, to nie jest jedna i z moich przyjemności i chyba w sumie drugą, ostatnią jest gorący prysznic... A więc brak w opisie "funkcji" ! 

Dlaczego? - a może pisał, to mężczyzna?  Jako ogłoszenie na pomoc domową? Bo właściwie to zapomniano wspomnieć w tym ogłoszeniu ile zarabiają mentorki za usługi. Zapewne kwalifikacja i angaż odbywają się poprzez stosunek - wiecie jaki. Ale czy to napewno etyczne żeby dostawać pracę przez łóżko? Napewno taki jeden z drugim patrzy na posag i ile zarabia w tej drugiej pracy do której chodzi 5x w tygodniu od 7.00 do 15.00. Drogi mężu, nie rób więc ankiet czy przetargòw tylko pozwól wykazać się swojej opierzeonej, wrodzonej inteligencji z wysokim iq również w dotąd nieznanej Ci tematyce jak pranie, gotowanie i sprzątanie a do tego pamiętaj żeby, przekręcić uchwyt do kabiny prysznicowej, wymienić żarówkę w salonie i odkładać kapcie na miejsce.

ryzyk-fizyk

heidiiblog

 

Nic nie wskazywało zapowiedzi brzydkiego, niefortunnego początku roku. Znów choroba wyeliminowała mnie na dobry miesiąc na bezrobociu. Dwukrotne pobyty w szpitalu, zdecydowanie nie należały do tych najlepszych kartek wyrywanych z kalendarza. 
Zielone (oko) znów zachorowało. Genetyka znów wypowiedziała mi wojnę, podbijając i opuszczając moje prawe oko bardzo ciężką przewlekłą chorobą. Aktualnie sytuacja wygląda beznadziejnie przeciętnie, żadnych propozycji na skuteczne leczenie spędza mi sen z powiek. 
Etap poszukiwań lekarza reumatologa - obecnie reumatolog nr 4. Nabieram masy, przez ciągłe połykanie leków sterydowych, a suknia ślubna już kupiona i martwi mnie że, się zwyczajnie w nią nie zmieszczę. 
Tak to już za pół roku, za pół roku będę żoną. Nowa rola do zagrania w życiu, której nieco się obawiam. Nie chciałabym zawieść Parysa jako żona czy w przyszłości matka naszych pociech. 
Idealna żona chyba nie istnieje ale chciałabym umieć być taka prawie idealną żoną i partnerką w życiu.
Oczywiście kompromis czy równowaga w codziennych zadaniach i obowiązkach muszą być. Co należy do kobiety to do kobiety, a co do mężczyzny to do mężczyzny i nie mieszamy.
Kuchni się nie boję, choć to nie moja mocna strona, ale nakarmić mężczyznę potrafię - Parys nie narzeka. Sprzątanie, nie idzie najgorzej, ogarniam temat.
Parys zajmuje się, renowacją - naprawia, remontuje itp. Złota rączka i biznesmen na karku, dzięki czemu nasze finanse będą w świetnej kondycji. Oczywiście pazerność i skąpstwo jakie Parys czasami ujawnia bardzo drażnią. Jeśli chce się mieć "jakość" to wiadome, trzeba zapłacić.
Myślę że, nowy etap może okazać się nieco szokujący kiedy tylko zamieszkamy razem.
Czy się obawiam? - Jasne.
Ale, kto nie ryzykuje ten nic nie ma.

 

Lep na muchy

heidiiblog

Dawno mnie tu wśród Waszych tekstów nie było, jednakże miło mi powrócić choć na krótką chwilę, a może na ciut dłużej.
Generalnie praca pochłania większość mojego kalendarza, urlop był już tak dawno że, już nie pamiętam (czerwiec), a nawet gdy jestem na urlopie wciąż myślę o pracy. Więc śmiem twierdzić że, na urlopy zwyczajnie nie chodzę. Jestem pracoholikiem, cukier płynie w moich żyłach stąd wiem że to, to, cynamon w szarlotce upewnia mnie że, to doskonały wybór, a sernik, sernik ciągle powtarza że, jestem perfekcyjnym master cukiernikiem.
Obecnie działam, projektuje kolekcje jesienną, choć jesteśmy dopiero w połowie lata.

Prywatnie bywa i słodko i gorzko a czasem nawet wykręca wargi od kwasu.
Wciąż jestem z tym samym facetem, od 3,5 roku tworzymy parę zalotnych kochanków, którzy czasem mają siebie nad wyraz „dość”.
Po przyjętych pół roku temu oświadczynach coraz mniej między nami zgrzytów. Bardziej nam na sobie zależy od wczoraj dokładnie rok czasu do naszego ślubu i dwudniowego wesela na ponad 300 os., planujemy wydatki, podpisujemy umowy z muzykantami, fotografem i kamerzystą. Pod koniec roku zabieramy się za nauki przedmałżeńskie, po nowym roku konkretniejsze szczegóły, suknia ślubna, frak i zapisy fryzjer, kosmetyczka, wizyta w triumf'ie czy intimiti. Trzeba będzie poszukać zaproszeń w klimacie bieli z błękitem, to będzie motyw przewodni wesela „niebo”.

 

Zaręczeni, Zakochani!

heidiiblog

Najbardziej wyczekiwane pytanie w moim życiu, rodziło w głowie setki scenariuszy. Tego co powiem - odpowiem, jak się zachowam w danej sytuacji, jak będę ubrana - galowo, odświętnie czy jeszcze zupełnie inaczej np. zwykłe jensy i t-shirt albo, czy skinę tylko głową zgadzając się, czy zaleje mnie fala łez szczęścia? Gdzie to się wydarzy?

Scenariusz właściwy, w ogóle nie brany pod uwagę brzmiał następująco;
Tydzień po 3 rocznicy związku, Parys w końcu określił się do zadania pytania, ale zanim to jeszcze nastąpiło. Ten dzień był szary i ponury, szybko zapadał zmrok za szybami okien. Parys podjął temat po skończonym niedzielnym obiedzie, zaproponował byśmy wybrali się w miasto w celu znalezienia tego właściwego brylantu na tę wyjątkową okazję. Szybko założona zimowa odzież wierzchnia i byliśmy gotowi w drogę. Przemierzyliśmy ok. 100 km za tym właściwym "Złotkiem".
Sklep I - Jest! ojej wielkie rozczarowanie, jedyny który cieszył moje oko w rozmiarze 9! fuck potrzebujemy takiego na już w rozmiarze 15. więc obróciliśmy się na pięcie w celu buszing. Niestety Sklep II, III, IV no i V nie sprostały naszym oczekiwaniom, a nawet wzbudzały myślenie w podświadomości że, to będzie kolejny stracony dzień, że połowy znów trefne. 
Ostatnia próba Galeria nr II,  jubiler "Apart". Wchodzimy szukając interesującej Nas gabloty - i oto i ona. Pełna świecącego się złota brylantów i diamentów. Blask bił po oczach, jednakże nie rozproszył moich sokolich oczu które wypatrzyły ten jedyny, mało tego żeby zamknąć zdanie happy end'em w moim rozmiarze. A więc, zdecydowanie ten i żaden inny. To moje pierwsze w życiu zakupy z decyzją na "tak" w czasie szybszym niż 2 minuty. Parys, poprosił Panią ekspedientkę o wybrany produkt, zakupiony krążek kilka godzin później trafił we właściwe ręce a precyzując bardziej szczegółowo rozświetlał swoim blaskiem palec serdeczny prawej dłoni.

Kilka godzin po zakupie...
Uprawialiśmy namiętną miłość, było nam wspaniale choć każde z Nas dwojga żyło w stresie. Czułam że, Parys nie wie jak się zabrać do tematu. Nie pytajcie w co byliśmy ubrani, ani o miejsce w którym się to wydarzyło :) - informacje zbędne.
Wstaliśmy, patrząc sobie głęboko w oczy i wtedy to zapytał:
- Mała, wyjdziesz? - zaczęłam się lekko śmiać pytając:
- za drzwi ...? - śmiech.
- No, Mała wyjdziesz czy nie wyjdziesz? - odpowiedziałam na początku kilkoma rzuconymi pocałunkami w jego usta. Przytuliłam i szepnęłam do ucha;
- "Tak". - wymieniając chwilę później wzajemna deklarację "Kocham Cię".

Pisanie w głowie różnych scenariuszy nie zawsze się sprawdza, najważniejsze są te emocje, endorfiny szczęścia latające w głowie. Nie ma sensu przedwcześnie tworzyć gotowych odpowiedzi, wystarczy że, wiesz czego chcesz.

kot w gołębniku.

heidiiblog

Moja długa nieobecność to zwyczajny kaprys zbyt krótkiego cyklu godzinowego, 24h to bardzo mało by mieć czas na cokolwiek innego niż praca-dom, dom-praca. Jeśli chciałby krótko i zwięźle o tym co u mnie nie jestem pewna czy to wypali.

...A więc, zielone znów zachorowały a właściwie to, one green. Obecnie częściej przesiaduje na korytarzuach poczekalni w klinice okulistycznej niż zajmuje się innymi dziedzinami zyciowymi. Kolor nadziei na krótko wygasł w moich oczach, marność nad marnościami. Za dwa tygodnie wesele przyjaciółki więc wygląd ma znaczenie. Kiedy choruje wyglądem przypominam Dzwonnika z Noterdawn. Ale spokojnie teraz wyglądam całkowicie normalnie opuchlizna zeszła, ból ustał, powieka skacze jak nią zadyryguje, białko prawie czyste. Wykorzystalam upalny poczatek września podkoloryzowujac skórkę na plażingu, więc i przy okazji witaminka D3 naturalne przyswojona. 

Parys, wciąż ze mną i przy mnie choć wydaje się jakby trochę dalej. Pracuje od kilku tygodni w delegacji więc sporo odpoczywamy od siebie. Codzienny oddech jest coraz głębszy i niecierpliwie wygląda pierscionka. Panika i wielkie rozczarowanie to obecnie dwie cechy mojego ciemniejszego charakterku, smutno mi bo jak każda lub prawie każda kobieta mam oczekiwania. Lada chwila stuknie nam 3 lata, tym razem bez żadnych przerw. Rozmowy na temat kończą się wielką awanturą - Parys i fochem - Heiidi. Może i zadzieram nosa ale czekam od maja a tu prawie już październik. Cierpliwości to w mojej kopalni uczuć brak - złoża wyczerpane. Pewność co do osoby z którą chciałbym w przyszłości dzielić łożę, trzymać szczotki do mycia zębów w jednym kubku, akceptować porozrzucane kapcie po pokoju i być obrotową kuchnia - salon, jest absolutnie na tak. Świadomie wiem na co się piszę. 

 

 

... a więc wojna.

heidiiblog

Niestety rozjem nie trwał długo, znów poderwaliśmy za kusze, szpady i łuki. Rozsądek wietrzeje, a Parys błąka się między baranami na Podhalu. Może stamtąd gdzie obecnie jest, wydaje się to zabawne, bo stąd jakoś nie łapie żartu. Tak wyjechał.
Pracowałam ciężko cały tydzień by spędzić z nim weekend majowy, a on w piątek wieczorem całkowicie nielicząca się z moim zdaniem ani wspólnymi planami pojechał do Zakopanego z kumplami zostawiając mnie samą.
Ubolewam nad swoją pozycją w związku, w którym stałam się zakompleksioną więźniarką.
I pewnie jesteście zdania że, miał do tego prawo ponieważ nie łączy nas żadna intercyza. Jednakże każda forma związku jednak do czegoś zobowiązuje,a tu tego nie ma. W świetle sytuacji w jakiej się obecnie znajduję przeżywam swój prywatny dramat całkowicie odcięta od jakichkolwiek kontaktów z Parysem. Ale akurat to wykorzystuję jako swoją nikczemną przewagę. Uważam że, tylko w taki sposób mogę nauczyć go szacunku do mojej osoby, poza tym wie gdzie mieszkam - na wypadek gdyby jednak wrócił.
Zatem ja się pytam; 
Czy zatem warto wiązać się na dłużej z kimś kto nie uwzględnia Cię w swoich planach i sam dokonuje wpisów we wspólne rozdziały i podrozdziały?
gdzie moje prawo do współdecydowania?
I kim właściwie jestem?
Ileż razy należy zgubić swą tożsamość by wyjść na prostą? I skąd te górki?
I czy z nami jest jak z matematycznie udowodnioną liczbą nieskończoności?
Naprawdę się staram nie być "powódką" do toczenia dział, ostrzenia szpad i być solidnego uznania producentką wyimaginowanych w swej skuteczności militariów. Ogólnie przyjęte zasady ponieważ nie stanowią na piśmie, nie istnieją. Przyporządkowywanie pod siebie cudzych uczuć wcale nie jest skutecznym narzędziem do posiadania na wyłączną własność. Nie myślę już o sobie jako majątek, ani własność Parysa.


...kobiece prawdy.

heidiiblog

Czasem dobrze zetknąć się z ziemią chociażby dla utrzymania równowagi góra - dół.
Huśtawka emocjonalnych zaburzeń definitywnie ustąpiła miejsca zorganizowaniu i koncentrowaniu się aspektów tylko na tej lepszej połowie. Żyzna gleba daje lepsze plony.  
Komunikatywność z Parysem jest już po antybiotykoterapii i przede wszystkim nie łapie już kataru. Cięty jęzor, uszczypliwości oraz szukanie dziury w całym nie paraliżują łączności. Od teraz panuje ład, skład i porządek.
Moja chęć dominacji w związku przegrała i choć powinnam wcale nie czuje się z tym jako ta przegrana, nie mam już potrzeby naprawiania ani uporczywego zmieniania Parysa. Dedukacja w końcu powróciła do dawnego duetu, dzięki czemu łatwiej weryfikuje plusy i minusy, a każda nasza rozmowa nie kończy się już falstartem.
I choć doby nie wydłużono, znajdujemy coraz więcej czasu dla siebie z Parysem, co nie oznacza że jest mniej kłopotliwych sytuacji zarówno w związku jak i w pracy. Mimo wszystko nie stworzyliśmy jeszcze doskonałego menu na życie, aczkolwiek wiemy co chcemy włożyć do wspólnego garnka. Ważne by znaleźć środek na wyważenie smaku, tak by się najeść i być najedzonym. 
Podejrzewam że, w prologu Naszego autorskiego życia które, ciągle się pisze nie było wzmianki "...i żyli długo i szczęśliwie", aczkolwiek jesteśmy dobrej myśli. Prawdy o nas samych nie potrzebują prowokacji i podziału na dwa. Zgodność pracuje nad dojrzałymi owocami.

Apetyt na zdrowie dopisuje, oczy przestały nerwowo mrugać w oczekiwaniu na nadejście kolejnego tsunami, a stawy uzupełniają niedobór witaminy D3 i koncentrują się na całości kuracji reumatologicznych i okulistycznych. Można już z większą pewnością zacząć pakować walizki kłopotom zdrowotnym. Epicentrum euforii przeciekać już nie ma prawa ani z oczu, ani z serca.
Jedyne co odkładam na potem, to kwestia aparatu ortodontycznego, nijak zebrać się nie mogę do stomatologa. Moje dolne 6 (prawa i lewa) wymagają nałożenia poprawki po leczeniu kanałowym, a z górną 6 (prawa) czas się na dobre pożegnać.
Być może potrzebuję mocnego kopa, zaciągnięcia kredytu z podświadomości bądź recepty na szybszy wzwód mobilizacji. Czas działa na moją niekorzyść, lecz każda wymówka nie jest zła. Moje chęci zostały zaszufladkowane gdzieś za stertami dokumentów, które nigdy nie zostały przeczytane. 


Długa nieobecność na blogu to tylko potwierdzenie mojego pracoholizmu.
 

...w krzywym zwierciadle.

heidiiblog

Mój kręgosłup moralny wzrusza ramionami na bezradność.
Dalej miało być już tylko prosto a tu krzaki, dołek, płotek znów krzaki i...
...duży kleks w kałuży.
Należę do tych śmiesznych babek, których marzenia wędrują wąskimi torami a mimo to jednak je mają. Sęk w tym że, mój knot uciera się akurat na urodzinowym torcie, bo w końcu aby marzenia się ziściły świeczki muszą zgasnąć gdy zamknie się oczy i włączy marzenia. Czy aby nie tak? A moje ciągle się palą.
Zapewne zastanawiacie się jakie jest moje marzenie, jeszcze nie urodzinowe - to dopiero w lipcu.

Moje marzenie to dziecko, na początek wystarczyło by mi jedno ale jakby tak trafiło się w duecie jak najbardziej rozszerzyłabym asortyment na pampersy, śpioszki i inne. I teraz pewnie się zastanawiacie, no to w czym problem.
A no jest, do tego trzeba dwojga jak wiadomo, ale Parys jak na razie nie chce słyszeć o tym szaleństwie. Twierdzi że, musi rozwinąć skrzydła by jego kariera zawodowa była chlubą dla pociech.
No i jeszcze jedno, Parys uważa że, do tego potrzeby jest ślub. Ale seks przedmałżeński nie kłuje jego sumienie ani w lewy ani w prawy boczek tak jak temat dziecka.
Więc co stoi na przeszkodzie, tylko głupia tradycja? Bo w takiej kolejności należy?. Wiele jest par które żyją latami w związkach partnerskich i wychowują dzieci, więc dlaczego my nie możemy?
Przecież nie mówię "nie" że, nie wyjdę za niego zawsze można to nadrobić. Moje matczyne hormony zaczynają zerkać na zegar biologiczny i zaczynają pocić się im ręce, w sumie to nie sugerują że, jestem już tak bardzo stara i niedołężna na takie marzenia, ale właśnie maja jakieś tam ale. Nie znam jeszcze złotego środka na osiągniecie porozumienia za zgodą dwóch stron więc znów palcem po wodzie... 
Z góry odpowiadam Nie!, jeśli pomyślałaś/eś Drogi Czytelniku o wpadce, to ten pomysł w ogóle odpada. Bo to tym razem nie zgodne z moim sumieniem, a właściwie to nie tyle z sumieniem co moralnym dekalogiem mojego kręgosłupa.
Przyjmuję z godnością decyzję Parysa, jedyne co mi pozostaje to zaakceptować jego zdanie i wrzucić na awaryjny przestój moim hormonom. Mimo to będę próbować zgasić tą świeczkę...

Wniosek; seks tak, konsekwencje nie.

...dzień na nie.

heidiiblog

Czy miałaś\eś kiedyś dzień na nie?  No właśnie mój jest dziś.

Nawrót choroby mocno wali po oczach, ciągłe wizyty u okulisty gdzie kolejki wydłużają się o conajmniej kilka godzin dobijają i wystawiają w stan osłupienia. Znów kilka litrów kropli zaczynam liczyć w tonach. W dodatku pogoda deszczowa nieco studzi mój zapał do pracy.

Dziś dzień kobiet, z przykrością stwierdzam że nie dla mnie. Mój facet totalnie wykasował to z pamięci mimo mojego skromnego zaznaczenia że faktycznie jest taki dzień. Ja wg. Parysa powinnam świętować dzień zapomnienia bądź dzień bezludnej wyspy. Tak też się ostatnio przy nim czuje. Wiem że, nie udaje że nie pamieta po to by zrobić mi niespodziankę. Ciężki ten orzech do zgryzienia, a jeszcze gorszy do przelkniecia dzisiejszy dzień. Przynajmniej biali ludzie nie zapominają że wśród mąk i zapalenia fruwaja kobitki i na dzień dobry tulipan i kawa z mlekiem. 

...ekonomiczne słabości.

heidiiblog

Moja ekonomia dostała mały zastrzyk finansowy i nie wyciąga rąk jak żebrak spod kościoła.
To był niewątpliwie dobry miesiąc, dużo pracy równa się duży portfel wypchany po brzegi zielonymi setkami gdzie podobizna Władysława II Jagiełły pachnie kupą siana. Niestety heidii "nie potrafić, trzymać" kasy w skarbnicy czy chomikować.
heidii kocha wydawać! No i to bez dwóch zdań należy do (mojego) dekalogu, pozycja  numer 11.
Ma się rozumieć że, pieniądze zostały dobrze zainwestowane aczkolwiek jak to na giełdzie nie broni mnie przed katastrofą finansową. Mój świadomy wybór brzmi, kiedy zamieszkam z Parysem on będzie zrządzał resortem finansów. Pomysł uznaję, za najlepszą ofertę przetargową w swoim programie na zaś, a Parys kupuje tę frazę . 
Ponieważ jestem szatynką, jestem wg. Niemieckich badaczy delikatna i czuła, a więc mądrze wyczuwam kiedy i gdzie są wyprzedaże, a z tą delikatnością to bym nie przesadzała.
Ja zwyczajnie mam talent do pałaszowania po outletach. Oswoiłam się z myślą że, pieniądze się mnie nie trzymają.
Drugim wrzodem przez którą mój portfel pustoszeje jest jedzenie, kocham jeść!. Jem średniej ilości porcje, produkty z najwyższej półki są drogie i zwyczajnie tandetne bowiem płaci się za markę a nie zawartość, no ale cóż... może w smaku troszkę lepsze.  
A jeszcze jak wpadnie królik Parys należy uraczyć jego podniebienie wykwintną marcheweczką i kilkoma liśćmi zielonej sałaty. I o to sposób na wyczyszczenie lodówki i mojego zasobu gotówki.

© Palcem po wodzie...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci